Samotność to taka straszna trwoga, ogarnia mnie, przenika mnie…

samotnoscNa początek trzeba wytłumaczyć, że samotność nie jest nigdy słowem o brzmieniu pozytywnym! Zawsze jest negatywne! Przez samotność rozumiemy (według Słownika Języka Polskiego) odczuwany stan braku towarzystwa bliskiej osoby, opuszczenia przez innych, lub/i życie w odosobnieniu, z dala od ludzi; samotnictwo, samotnikostwo, mizantropia. Polskie przysłowie mówi, że samotny to ten kto nawet wroga nie ma. Dlaczego dziś o samotności?

 Niedawno w wypadku drogowym w Skarżysku – Kamiennej w dniu 21.09.2014 zginął kucharz i niezawodowy aktor, Grzegorz Komendarek. Znany najbardziej ze „Złotopolskich” z roli kucharza – Grzesia. Mieszkał samotnie, nie miał rodziny, żadnej! Nie był ubezpieczony, więc zbierano pieniądze* (* – tu przekłamanie zamieszczone w telewizji, bo pieniądze na pogrzeb daje Opieka Społeczna i ZUS), żeby było go za co pochować. Teraz przyjechali na pogrzeb „przyjaciele”, ale za jakiś czas grób zarośnie mchem, a żałobnicy po krótkiej przerwie znowu staną na starcie „wyścigu szczurów”!

Dopiero, gdy zginął zainteresowali się nim. Ciekawe czy ktoś dzwonił do niego co jakiś czas i pytał jak się czuje, przyszedł do niego i z nim porozmawiał? Pewnie nie… Teraz hipokryci udają wielce przejętych! Całe życie nie interesowali się nim a teraz wypowiedzi niektórych ludzi jak to byli „z nim blisko”! Tak jak Moi Drodzy, Wasi znajomi – całe miesiące Was nie widzą, a jak Was w końcu spotkają, to pada głupie pytanie: „co u Ciebie słychać”? Tak naprawdę, to gó**o ich to obchodzi – pytają z szeroko rozumianej grzeczności a może nawet z ciekawości, żeby mieć potem informacje do „obrabiania” Wam d**y! Każdy z nas odczuwa samotność – w większą lub mniejszą. Mamy rodzinę, chłopaka/dziewczynę, ale to nie czyni, że nas to nie dotyczy. Samotnym można być nawet gdy ma się kilkuset znajomych na FB! Tysiące znajomych, ale nie ma z kim porozmawiać.

Antoine de Saint-Exupéry mawiał: „Wśród ludzi jest się także samotnym”. Dziś to nawet jeszcze bardziej! Osoba śp. Grzegorza Komendarka, zmusiła mnie do refleksji i nie tylko ona… Jeszcze było kilka przyczyn. Koleżanki zaczęły studia. Przyszły do obcej grupy nikogo tam nie znając. Powiedziały, że w ich liceum była osoba z którą nikt nie rozmawiał. W jednej chwili poczuły to, czego ta osoba doświadczała przez lata! Dlaczego zauważamy rzeczy ta oczywiste dopiero wtedy, gdy nam się dzieje krzywda? Inna z moich koleżanek mówi: „… ja już do końca życia będę sama, oddam się robieniu kariery” – mam wrażenie, że ona nie wie o czym mówi!

Erich Maria Remarque pisał: „Samotność, prawdziwa samotność bez złudzeń, to stan poprzedzający obłęd lub samobójstwo”. Nie jest nie możliwe wytrwać w samotności, ale jest to dość trudne. Moja koleżanka nawet o tym nie wie. Jak wyżej Erich Maria Remarque oraz tutaj Aleksander Dumas trafnie napisali co do osób naprawdę samotnych stan, w których się znajdują: „Zmarli przyjaciele nie spoczywają w ziemi, ale żyją w naszych sercach; tak Bóg chciał, abyśmy nigdy nie byli sami”. W moim rozumieniu „przyjaciele” to osoby nam bliskie np. rodzice, przyjaciele, znajomi, osoby i zdarzenia do których mieliśmy i nadal mamy miłe wspomnienia i sentymenty. Jest to, ale nie musi objaw schizofrenii. Myśli się o nich, bo nie ma się nikogo obok siebie. Żyje się wspomnieniami, bo nie ma się nikogo. Wracając do moich koleżanek, to nie trudno oprzeć się wrażeniu, że nie wytrzymały by samotności! Kilku godzin na uczelni nie potrafiły spędzić samotnie, a jedna z nich chce spędzić tak całe życie? Oczywiście wtrąciła, że miałaby znajomych i kontakt z rodziną – czyli nie jest to samotność! Jak pisałem dziewczyna nie wie o czym mówiła…

Z tego co ja sam zaobserwowałem, to dużo ludzi jest obok nas, ale dzieli nas ogromny niewidzialny mur! Mówimy sobie „cześć” i idziemy dalej. Na studiach z tego, co widzę, to kontaktujemy się tylko „służbowo” i tyle. Po ich zakończeniu kontakty się urywają, wszystko się szybko toczy, dezaktualizuje. Sam się zawsze zastanawiam dlaczego ludzie biorą numer i jak już załatwią swoje, to numer jest im niepotrzebny – a tak szczerze, to każdy z nas. Jak kiedyś zadzwoniłem do „koleżanki”, to się dowiedziałem, że nie musimy gadać, bo zrobiliśmy, to co trzeba (tak naprawdę, to ja zrobiłem, a ona wepchnęła się do mnie i to na „krzywy ryj”!), i że nie wie po co w ogóle dzwonię! Samotność dotyka wszystkich – nieuleczalnie chorych o których niewielu pamięta lub robią raz do roku „gest z łaski” czyli paczki na święta Bożego Narodzenia. Czy Ci ludzie mają odrobinę przyzwoitości?! Cały rok nie interesować się kimś, a na święta udawać dobrodupnego? :/ Nie rozumiem tego! Może ktoś z Was będzie mi to w stanie wytłumaczyć? Dla mnie jest to jakieś sztuczne, nienaturalne!

Inny przykład to Michael Jackson – miał wszystko, a jednak nie. Na „pokaz” musiał udawać, że jest wszystko dobrze. Ile razy my tak robimy? Mimo tego, że nie jest dobrze, to i tak powiemy coś innego… Ludzie nie mogą znać całej prawdy, bo mogą (i to nie rzadko), wykorzystywać to przeciwko nam! Druga to propaganda sukcesu, co jest zachowaniem normalnym – niby nic u nas nowego, bo moim zdaniem brak w nas „głębszych” przemyśleń! Człowiek jest zwierzęciem stadnym – poniekąd coś w tym jest! Są dwie hipotezy: pierwsza jest taka, że jest to ludzki odruch, a druga: przypomnijcie sobie z własnego życia jak sami popełniliście błąd, a popełniliście go jako grupa – widzicie różnice? W grupie człowiek czuje się w tej sytuacji mniej głupi – lub też, że on sam jako „głupi” nie wyszedł! Samotność to też domena silnych, słabi szukają towarzystwa.

Jak wspomniałem samotność to też domena silnych, ale co może za tym iść i … Zranionych! Jak mocno człowiek musi zostać zraniony, żeby zerwać kontakty, bo tak panicznie boi się odrzucenia! Osobowości neurotyczna, samotnicza, schizoidalna, schizotypowa tak w skrócie – chcecie, to doczytajcie… Gdy obserwuję niektóre małżeństwa to mam potwierdzenie jednej z moich wielu teorii: mianowicie, że niby jesteśmy jednym związkiem, ale każdy z nas jest jakby sam! Przysłowie mongolskie mawia: „Aczkolwiek mąż i żona śpią na tej samej poduszce, to mają jednak przecież sny różne”. Ludzie są razem (ja też krótko bywałem), ale zawsze odnosiłem wrażenie, że to jednak drugi – obcy człowiek. Wystarczy w sumie tak niewiele, żeby wszystko legło w gruzach! Tworzymy coś wspólnego, ale jeden nierozważny ruch wystarczy, aby z uczuciowego  „środka wulkanu” przenieść się na „środek Syberii”!

Osoba która była bliska, nagle traktuje Cię jak powietrze. Kontakt był częsty, a po rozstaniu po co się kontaktować? Ci ludzie nie mają po co się kontaktować! Wielkie i częste kontakty, bo go/ją kocham. Potem jakoś miłość wygasa i co zostaje? Samotność! Zastanawia mnie ta psychoza/głupota!  Gdy jest źle, to wtedy widzimy całość tego żałosnego obrazu! Jak się mówi: „Rura pęknie i g***o wybrzęknie”! :) Sam kiedyś powiedziałem koleżance, że jej były chłopak robi teraz to i to. Ona na to: „… co mnie to obchodzi”!? Przysłowie polskie jest tu aktualne: „Co było a nie jest – nie pisze się w rejestr”! Z tego powodu jest coraz więcej singli. Widzą to, że nawet w związku można być bardzo samotnym! Najgorsza jest ta niepewność. Ze swojej autopsji zawsze się zastanawiałem będąc z dziewczyną nad tym, czy to jeszcze było przekomarzanie czy już się gniewała? Gdy ona coś chciała, zrobiłem. Gdy ja coś chciałem, to ona mówi: „nie mam czasu”! Ona się dziwiła, co mi w tym „związku” nie odpowiada. Ludzie są chyba naprawdę nierozgarnięci. Mówiła, że nie mam dla niej szacunku – kto dla kogo nie miał?

Jaka rada na samotność? Prosta: przyzwyczaić się do tego. Nie jest to łatwe, ale osiągalne! Moja rada taka: jeśli chcecie spróbować, to zamknijcie się w domu na kilka dni. FB, telefon i inne tego typu rzeczy idą w odstawkę. Żadnych spotkań ze znajomymi, zero telewizji, radia! Jeśli to wytrzymacie nie nudząc się, to z samotnością dacie sobie radę! Oczywiście musicie zmienić sposób myślenia! Zamiast „nikt o mnie nie myśli”, myślcie „co oni mi mogą dać, do szczęścia są niepotrzebni”! To już ostatni krok, do samotności. Mimo wszystko jeśli macie takie zapędy pustelnicze, to jednak próbujcie poznawać nowych ludzi. To może pomóc! Zmiana  środowiska może spowodować, że kogoś tam spotkacie, kogoś, kto zmieni Wasze spojrzenie na świat. Z moich obserwacji wynika, że samotnicy patrzą na ludzi „z góry”. Nie martwią się o nikogo, toteż mogą wydawać się oddaleni, zimni. Nie martwią się o nikogo. Jest to oczywiście korzystne dla zdrowia. Serce o nikogo się nie martwi, ale doskwiera samotność. Jak się nie odwrócimy, to plecy mamy z tyłu. Jedno co mnie zastanawia, to wypowiedź znajomego mi samotnika: „Nie martwię się o samotność. Jak ktoś będzie mnie potrzebował, to znajdzie mnie na końcu świata”. Smutne, że człowiek człowieka traktuje jako przedmiot do zaspokajania swoich egoistycznych potrzeb, ale to się nie zmieni, a póki co jeszcze się pogłębia!

Moja koleżanka powiedziała mi ostatnio, że za dużo myślę, za dużo analizuję i to mi przeszkadza w życiu! Może Mao Zedong miał rację mawiając: „ Im więcej książek ktoś przeczyta, tym jest głupszy. Można trochę czytać – ale gdy ktoś czyta za dużo – to go niszczy, dosłownie rujnuje”! Niech jej będzie! Ale ja mimo wszystko wolę rozumieć więcej niż mniej. Tym bardziej, że świat i ludzie robi się coraz bardziej dziwny. Ludzi coraz więcej, a człowieka coraz mniej… Na koniec refleksja: jak to jest, że jedna osoba potrafi zmienić całe postrzeganie świata. Każdy jak widać potrzebuje “bratniej duszy”… Pieniądze, sława, przywileje – to jest ważne i nie da się żyć na dłuższą metę wygodnie bez tego. Pieniądze dla niektórych to zmaterializowanie szczęścia, dla niektórych to druga osoba. Jeśli macie taką osobę przy sobie, to cieszcie się, bo nie wiecie, co za skarb posiadacie! Dla niepocieszonych trochę “racjonalizmu”…  Feliks Dzierżyński mawiał: “Szczęście to nie życie bez zmartwień. Szczęście to stan duszy”. Na wszystko można popatrzeć dwojako, ale należy tutaj przypomnieć człowieka, który chciał, żeby wszystkiego co dotknie zamieniło się w złoto. Był szczęśliwy, ale na krótko. Czy tego oczekiwał? Pewnie nie…

3 thoughts on “Samotność to taka straszna trwoga, ogarnia mnie, przenika mnie…

  1. smutne ale prawdziwe… jak ktoś coś od Ciebie potrzebuje to zawsze Cię znajdzie, jak nie potrzebuje to dla niego nie istniejesz…

  2. Taki jest niestety dzisiejszy świat. Ja osobiście mogę się podpisać pod słowami poprzedniego komentarza przysłowiowymi “obiema rękami” . Dzisiejszy świat jest nader wszystko “materialistyczny”. O niektórych istotach społeczeństwo przypomina sobie dopiero wtedy, gdy ma jakiś “interes” względem danej osoby… Dobry przykład został podany również w powyższym artykule odnośnie śp.Grzegorza Komendarka. Ja osobiście analogii doszukałem się także przy okazji śmierci śp. A. Przybylskiej. Ni stąd, ni z owąd, nagle wszyscy okazali się fanami jej talentu aktorskiego, prześcigając się w ilości polubień profili z jej wizerunkiem na znanym portalu społecznościowym… Naprawdę przykro się na to patrzy, gdy ludzie pod wpływem mediów nagle przypominają sobie o istnieniu pewnych osób… Pomimo ponurej aury towarzyszącej temu artykułowi, pragnę serdecznie pozdrowić autora artykułów, które ostatnio pojawiają się na tym blogu.

    • Dziękuję Panu za pozdrowienia. I również Pana pozdrawiam! :) W miarę moich możliwości, będę co tydzień starał się coś dodawać…

Comments are closed.