Studenci (niektórzy) rozkwitający niczym sto kwiatów…

imagesdfdsfZwykło się mawiać, że studenci to „kwiat narodu”, „przyszła elita kraju”. Studenci tak, ale nie wszyscy… Statystyka mówi, że kilka procent to prawdziwa elita, z 1/3 jest przydatne, a ta reszta – bez komentarza. „Piastonalia” minęły i szkoda gadać jak ta „elita” wygląda…

Kiedyś (w gimnazjum i na początku szkoły średniej, ale krótko potem już nie) uważałem, że student to nie byle kto. Że „magister” to mądra osoba. Będąc na studiach zobaczyłem, że studenci to nie są wyłącznie mądre osoby – wręcz przeciwnie większość taka nie jest. Oscylują gdzieś w środku stawki, ewentualnie trochę wyżej. Ale gdzie tam! Środek a niektórzy niżej… Już w gimnazjum i szkole średniej porównywałem nauczycieli i myślałem, że jeśli on/ona to magister/doktor, to jest jakieś kur*a… Nieporozumienie!!!

„Piastonalia”. Kilka szczegółów z opowieści, bo roboty miałem dużo związanej ze studiami i nie tylko, dlatego musiałem tylko zdać się na relacje. Z około 50 wolontariuszy, gdzie było 10 chłopa pięciu było użytecznych, a z kobiet było 40 z czego użytecznych było 15. 20/50 tj. 40%.

Po co się do czegoś garnąć, jeśli nie jest się przydatnym? Nie pojmę tego. Ale to sprawa marginalna. Po „Piastonaliach” gdy się szło, to było od razu widać, że była impreza. Gdzieniegdzie walały się jeszcze butelki i puszki, chodniki obrzygane, na jednym odcinku około 200 metrów siedem plam! Nie powiem, że mi się nie zdarzyło nadużyć alkoholu w stopniu, że tak powiem „nagannym”, ale na uniwersytecie? Jak zwierzę! :) Palą tam, chlają (na terenie kampusu można nie narażając się na mandat „szafirowych chłopców” czyli policjantów lub SM), ale jak wykładowcy idą, to nawet browara za ręką nie schowają, aby jakieś pozory przyzwoitości zachować. I nie tak przy wejściu lub na widoku – nie jestem święty, ale takie rzeczy to ja zawsze za akademikiem, a nie przy głównym wejściu.

Oczywiście „szlachta” z miasta się pojawiła, kilkunastu dresów, a ochrona jakoś się nie kwapiła do interwencji. Jednego mogli zastrzelić, a reszta by uciekła. :)

Oczywiście co tam studentki robiły, szczególnie te z tych „dobrych domów” – szkoda gadać, szkoda sobie strzępić ryja, naprawdę… Jedna wprost przyznała, że jak popije, to „ma chcicę”, na co wiadome. Chodniki przyozdabiane treścią żołądkową. Niektórzy jeszcze na kacu…

Ale studenci jacy są każdy widzi, a raczej nie każdy, ale pomińmy.

Wykładowcy. Sądziłem, że to oni jeszcze mają jakiś poziom – zdecydowana większość tak, ale nawet i oni mają mankamenty. Powinni być nienaganni kryształowo, ale nie kryształowo w stopniu nieskazitelnym, bo tak się nie da mimo najszczerszych chęci. :D Doktor z kursów powiedział takie coś: „…nie jestem tu od tego, by was czegoś nauczyć…” – tak podsumował nasze wykłady! To od czego on jest? Ale chyba się zorientował jaką głupotę powiedział i dodał, że ma nam dać do myślenia a co my z tym zrobimy to nasza sprawa. To powiedział pan… Doktor. Doktor takie idiotyzmy głosi? Przecież młodzi ludzie właśnie dlatego, że nie mają doświadczenia życiowego, to powinni uczyć się od starszych, mądrzejszych i życiowo doświadczonych. A on nie jest od nauki. Szkoda kur*a gadać! :(

Dr Emilia to mnie w ogóle nie zrozumiała. Mówiła mi kiedyś, że chodzę jak chodzę, a ubiór ma znaczenie, liczy się dla kobiet. Ja to wiem, tylko jak zacząłem to praktykować, to żygać mi się chciało! Podpicować się, być rozmownym i sukcesy. Nie proste, tylko prostackie zachowanie działa na znaczną populację kobiet. W moim przypadku też choć w skali znacznie mniejszej, ale też. Dr Emilii chciałem powiedzieć to jako wyrzut, że kobiety są takie prostackie i podziękować za radę, stosowałem już to o wiele wcześniej, niż usłyszałem od dr Emilii. Ale czy warto się starać dla czegoś przy czym trzeba grać? Choć studentki rozumiem – dziś mogą wybrzydzać. Ale jak przyjdzie wiek starszy, pierwsze zmarszczki się pojawią a jeszcze ze zgryźliwym większości charakterem mało kto wytrzyma, to wtedy wezmą byle co…

Drogie Panie. Większość mężczyzn dochodzi do wniosku, że trzeba coś grać, żeby kogoś poderwać. W podrywie każdy chce się spodobać, to siła rzeczy muszą podkoloryzować. A potem: „jak cię poznałam, to taki nie byłeś” – był, ale musiał grać, lub Ty tego nie zauważyłaś, bo się dobrze maskował lub nie chciałaś ego widzieć. Na studiach mój były kolega, a raczej jego dziewczyna jest takim przykładem „ślepoty”. Wie, że jej ukochany pije, nie na umór, ale lubi. Do mnie z tekstem „on dużo i często nie pije”. Spotkałem ją i się pytam gdzie jej ukochany, a ona, że jedzie do niego i ze swoim kuzynem zrobią imprezę w domu. I wtedy mówi mi, że oni dość często piją! Jak popija to mają ciekawe pomysły. I nie tak mało. Widziałem go z nią jak przy niej się zachowuje, a jak się zachowuje sam – jakby dwie różne osoby! Jak zmądrzeje to go rzuci, a jak nie to może być nieszczęśliwa i wtedy trzeba powiedzieć jej w ryj wreszcie tej głupiej kurw*e, że jest prymitywna, że jest ch*j warta i trzeba ją jeb*ć, ruch*ć i na niej zarabiać”! :D

Jeszcze jedna pani doktor, która mnie sztorcuje na poprawność polityczną wyraziła się o niepełnosprawnych cytuję „niedorobieni” szkoli głównie mnie, bo ja zawsze muszę powiedzieć coś kontrowersyjnego – uczył Marcin Marcina… :P A mój „oficer prowadzący” to już w ogóle mnie załamuje. Mam pisać pracę magisterską, dogadujmy się dobrze. Ale kiedyś słyszałem, że jest jeden wzorzec pisania prac. A tu nie. Burdel i serdel, każdy na swój strój sobie poczyna. Licencjat – spis treści zaakceptowany to teorię możesz pisać. A teraz zrób badania to części praktycznej przenalizuj wyniki i w oparciu o to dobierz teorię i pisz. A mój temat jest już oklepany, ale on mówi „nie”! Pierwsza opcja jest znacznie wygodniejsza dla mnie – słyszałem, że promotor ma ci pomóc napisać pracę – pomaga, a jakże. Ale z moim da się dogadać, ale źle nie trafiłem, choć można było lepiej i gorzej też.

Mój redaktor naczelny Paweł – no tutaj to już mi słów brak!!! :( Nie wiem czy on żartuje czy mówi poważnie w niektórych kwestiach, ale jak na poważnie to sparafrazowany klasyk ma rację w stosunku do niego i całej reszty: „…Głupia Polska, głupie Polaczki, was tylko kur*a do Katynia zaprowadzić, kulą puste łby przestrzelić. Szkoda kur*a na was było cokolwiek wy głupie chu*e.” :D I to ma by przyszły pan doktor. Przeciwko imigrantom – ja też nie jestem entuzjastą tego pomysłu. Arab aresztowany w Londynie za narkotyki oskarżył policjantów o… Rasizm! Jak tak dalej pójdzie, to ta tolerancja Europę Zachodnią wykończy. Obydwaj jesteśmy bardziej na prawo (choć mojemu naczelnikowi się wydaje, że jest bo bardziej jest narodowym socjalistą) strony politycznej niż na lewo. Choć poparcie naczelnika dla PiS-u czy Ruchu Narodowego to jakieś nieprozumienie – PiS to bardziej umiarkowany nie mniej jednak narodowy socjalizm, to nie jest obrażanie partii tylko pogram polityczny w skrócie. Jak partia wprowadza zasiłki (500+), to jest lewica, prawica nie uznaje zasiłków. Ale to pryszcz.

Mój naczelnik odznacza się wyjątkowym zaślepieniem, żeby nie mówić głupotą! Skinheadzi i kibole byliby dobrymi stróżami porządku! Jego myśl! Podobni im mentalnością już rządzili w Kambodży. Takie efekty były i są odczuwalne w tym kraju wszyscy widzą. Poza tym starożytni Rzymianie zapytali trafnie „kto upilnuje strażników”? A prostackie, krzykliwe hasła do kogo najbardziej trafiają? Do inteligencji? Bolszewicy tę samą taktykę stosowali – ciemnemu ludowi zmawiali, że jak oni obalą cara, to będą rządzić. :D Naczelnik też wierzy, że jak ta „szlachta” dojdzie do władzy to coś zmienią – agentury innych państw w Polsce nie pozwolą – niemieckie BND czy rosyjskie GRU amerykańskie CIA czy izraelski Mosad pozwoli mieszać w interesie stadionowym przygłupom? Chyba nie… :D Z resztą swego czasu Paweł Kukiz powiedział swoimi ustami co ja tez sądzę o tych Ruchach Narodowych ONR-ach i innych takich wynalazkach, co nie oznacza, że patriotyzm jest mi obcy, ale ja go inaczej pojmuję niż te organizacje.

Kolejne idiotyzmy naczelnika – więźniowie to ludzie z zasadami! Żadnego nie zna, ale chwali. To trzeba mieć w głowie? To potwierdza kolejne me teorie, że poziom wykształcenia nie musi mieć nic wspólnego z poziomem tego, co się reprezentuje i też z poziomem wiedzy teoretycznej i praktycznej. Jak tak bardzo chce poznać ludzi „z zasadami”, to nic prostszego – niech do nich dołączy. Albo niech spędza czas z „elitą” ze swojego miasta, to pozna ich zasady i szybko odkryje, że on ma zasady a nie „zasady” takie jak oni. Choć znając życie nawet by go nie przyjęli do swego grona, chyba, że naczelnik nie udaje… :P

I jak tu nie uwierzyć klasykowi „… polskie kur*a głupie społeczeństwo, ta kur*a banda imbecyli”. :) Janusz Korwin-Mikke mówił, że jedynie 5 % ludzi (Cyprian Kamil Norwid też), coś rozumie i to jest motor napędowy świata. Prawda. A mój naczelnik stawia się z osobami na poziomie (-5%)! :P I to ma być przyszły pan doktor… Bez komentarza! Nawiasem mówiąc już na uczelni się tam dorabia, na zebrania z wykładowcami bawi, no widać, że moje teorie się sprawdzają. Trzeba najpierw zakolegować się z tymi co tam są, ćwierkać z właściwego klucza, wykazywać odpowiednie cechy. I już! :) I jeszcze jedna ma rada, ale to już nie tutaj…

A teraz z innej beczki – taka uwaga dla mężczyzn i tej ładniejszej płci. Siedziałem na korytarzu czekając na zajęcia, rozwiązywałem jak zwykle krzyżówki. Przechodziły dwie koleżanki z mego roku. Jedna gdzieś polazła. A ta druga siłą rzeczy dosiadła się do mnie i zaczęła rozmowę. Zawsze ze sobą zamieniamy frazę „cześć” i ewentualnie co na wykładach było, bo jej często nie ma. A ona nagle „co u ciebie” i takie tam. Oczywiście sprawdziły się moje przypuszczenia, że byłem „zapchaj dziurą”. Jej koleżanka przyszła, to udawały zajęte, „przepraszamy cię, spieszymy się”… Nawet nie wiedzą jakie one były śmieszne. Dlatego taka prośba do mężczyzn i kobiet: jak z kimś często a przynajmniej regularnie nie rozmawiacie, to jak macie takie okazje jak moje koleżanki, to powiedzcie „cześć” i nie mówicie już nic. Miła jest oczywiście rozmowa, ale jest to tak czytelne, że to nie jest tak z życzliwości, tylko żeby zabić sobie czas. Czy ona nie czuła się z tym głupio? Nagłe pytanie co u ciebie i taka życzliwość nieokazywana przez nią mi nigdy – albo czegoś chciała albo chce zabić czas – pomyślałem. Już nie będę cytował moich myśli wtedy o niej, bo tonic dla ucha przyjemnego nie było…

Druga natomiast, też studentka nie ma pojęcia o przyjaźni i interesach. Dla niej przyjaźń = interesy. W kapitalizmie niedoświadczona. W interesach nie trzeba przyjaźni. Opłaca się z kimś zrobić biznes, a jesteśmy dla siebie nie wrogami tylko neutralni, to się robi, wróg z wrogiem interesów raczej nie robi, choć i wyjątki się zdarzają. Jak obcy zrobi coś lepiej od przyjaciela, to może patrzeć na swój interes, chyba że zrobi tak samo, to wtedy przyjaciel. A do przyjaciela reklamację, że zrobił źle – ryzykowne. „Z przyjaciółkami nie spotykam się często” – z przyjaciółmi często nie należy się spotykać, ale chociaż regularnie. A jak ona co miesiąc, a potem przerwa pół roku? A potem u niej z przyjaciółką coś nie gra – nie dziwię się. Jak nie ma regularnych kontaktów, to się coś psuje. Tak jak spotykam nie przyjaciół, tylko znajomych po latach, to lata się nie widzieliśmy, on już nie jest tym samym człowiekiem jakim był, w końcu minęły lata, ja tez się zmieniłem. A potem takie coś zdarza się z przyjacielem – nagle to dla ciebie obcy człowiek.

Miłość. Jeden z mych wykładowców opowiadał o małżeństwach z rozsądku i z miłości. Wspominał pewnego księdza, którego pytał o pytania na jakie trzeba sobie odpowiedzieć przed ślubem, Ksiądz zalecił odpowiedzenie sobie na dwa pytania. Pierwsze: czy zjadłbyś z tą osobą gęstą, niesmaczną zupę z jednego talerza, jedną łyżką? Drugie: czy chciałbyś żeby twój syn, córka byli kiedyś tacy, jak obecnie twój narzeczony/narzeczona? Małżeństwo to właśnie dzielić wszystko. Jak mamy do kobiety/mężczyzny obrzydzenie, to o pocałowaniu się a o zjedzeniu zupy jedną łyżką nie ma mowy! Czy moja córka (ja nie mam, ale hipotetycznie), miałaby mieć taki sam charakter i wygląd jak żona. Jeśli chodzi o moje kochane studentki to wygląd tak, ale charaktery i rozum już niekoniecznie…

Inny dowiedział się czegoś o podejściu do miłości w Tajlandii: małżeństwa z miłości i z rozsądku, o zawieranie małżeństw z tymi osobami, które wybiorą rodzice. Opowiadał, że tak mu to wytłumaczyli: w Europie zawiera się małżeństwa w sytuacji, gdy uczucia mają temperaturę wrzątku, po czym z upływem lat wszystko stygnie i na koniec zostaje tylko chłód. U nich odwrotnie z temperatury letniej dochodzi się do wrzątku. Po latach miłość sama przychodzi! Buddyzm jednak opiera się na rozumie, a w Europie nadal wiara w miłość. Żeby stworzyć związek potrzebna jest miłość, ale żeby go utrzymać, sama miłość nie wystarczy – gdy przychodzi wspólne życie, pojawiają się problemy dnia codziennego, trzeba się rozumieć, pojawiają się kłótnie, a nie tylko „słodkie cukierki”. Jak dwoje ludzi nie podziela wspólnych wartości, ideałów, nie potrafią się dogadać, to największa miłość tego nie przetrwa. Miłość zniekształca obraz rzeczywistości. Słyszeliście pewnie o takich, których kobieta wydoiła ze wszystkiego a potem ich rzuciła? Jak łatwo zakochanym durniom wmówić, że się ich kocha i doić do dna. Miłość nie pozwala dostrzec, że nie kocha się osoby tylko to, co ona ma.

Wykładowcy potrafią czasem zaskoczyć! Jeden z nich porównał piękną kobietę do… torebki cukierków. Cukierki to piękno kobiety. Cukierki ktoś wyjmie, zostanie pusta torebka – jeśli z kobiety wyjmiecie urodę, to czy będzie tam coś (szlachetny charakter, mądrość, uczciwość) oprócz tego? Taka jest metafora kobiet pięknych, ale „wewnętrznie pustych”…Ten „pustak” znajdzie sobie szybko zastępstwo, jak nie Wy, to inny napalony na jej wdzięki będzie jej sługusem! Bo jak to mówią mistrzowie podrywu, cytując Pawła Grzywocza: „… kobiety mają swoich sługusów i zlecają im różne zadania zlecone, a swojego faceta mają po to, by mu gotować obiad”. :P Także nie róbcie z siebie sługusów i myślcie, że jak kobiecie pomagacie, to ona się Wami zainteresuje, bo efekt będzie odwrotny. Jak oficjalnie będziecie razem, to mace obowiązek, ale jak nie, to się wysługujecie, bez żadnych dla siebie korzyści.

Inny porównał kobietę szowinistycznie do kangura – też ma głowę, ręce, nogi i torbę na zakupy. :)

Małżeństwo z miłości buduje się na uczuciach, na czymś co jest nietrwałe. Małżeństwo z rozsądku nie buduje się na czymś niestałym jak uczucia, ale na wspólnych wartościach (niezmiennych), a te, czy takie są, można ocenić jedynie rozumem. :)

A trzeci mówił, że kobiet i mężczyzn samotnych jest tyle samo. Pytanie czemu się nie spotkają? A dlatego, że kobiety te (większość, nie wszystkie) to przeważnie kobiety sukcesu – mężczyźni takich nie lubią. Poza tym kobieta w związku z niższym statusem od mężczyzny, to drażni męskie ego. Myślenie jest takie, że się jest utrzymankiem kobiety. Mężczyźni natomiast są (większość, nie wszyscy), to ludzie z niskim wykształceniem, statusem społecznym – dlatego te grupy się nigdy nie spotkają, businesswoman z człowiekiem jak to ujął wykładowca „kopiącym rowy” – dane wyciągnięte przez wykładowcę z danych statystycznych.

Coś w tym jest…

Ale co do miłości to muszę Wam polecić kogoś, kto to lepiej ode mnie tłumaczy. Jest to już nieżyjący hinduski lub dżinijski duchowny Rajneesh Chandra Mohan Jain znany bardziej jako Osho Rajneesh. Nosił zazwyczaj zegarek, jedwabne naramienniki oraz ciemne okulary – wygląd bardzo charakterystyczny. :) Polecam Wam jego wykłady, bo dają one do myślenia, a w linku jeden z nich, pt.: „Poszukiwania Wiecznego Kochanka”.

https://www.youtube.com/watch?v=rSDf4TrF_jI

A jeszcze PiS (Prawo i Sprawiedliwość) chce od 1 stycznia 2017 roku znieść studenckie zniżki na bilety 51%!!!Zbigniew Stonoga miał rację: „…Będzie was PiS ruch*ł w du*ę, będzie was PiS kur*a dymał tak, jak was Platforma nie dymała. Ta kur*a, ten mały karakan, jeba*y Kaczyński śmieć, zniszczy was”! Link do całości poniżej:

https://www.youtube.com/watch?v=ziCCmrFVl_Y